Dla stawiających pierwsze kroki w kuchni, aby gotowanie nie sprawiało problemu.
Blog > Komentarze do wpisu

Rzeczy naprawdę niezbędne w kuchni

-Oczywiście, jeżeli gotujesz ;)

Noże: 3 noże to podstawa. Duży nóż z szerokim ostrzem, mały nożyk do obierania i krojenia warzyw oraz ząbkowany nóż do chleba. Najważniejsze, żeby były ostre jak brzytwa - to niesamowicie ułatwia pracę i skraca ją o połowę. Dlatego warto tez mieć ostrzałkę do noży.

Deska do krojenia - wielka, gruba, drewniana decha, żeby się nie przesuwała i nie kończyła w nieodpowiednim momencie. Do tego ze 2 mniejsze, byle nie szklane, bo są śliskie i niepraktyczne.

Patelnie - 3 sztuki albo 2 i wok. Wszystkie teflonowe. Duża patelnia, dosyć głęboka do przygotowywania wszystkiego. Mniejsza na podsmażenie cebulki albo np. na podgrzanie szpinaku. Trzecia sztuka to wielka patelnia albo wok - ostatnio niezastąpiony dla mnie przedmiot. Można przygotować w nim tzw. potrawy jednogarnkowe jak gulasze nie wymagające długiego duszenia (brak pokrywki) i wszelkie wschodnie potrawy z warzyw i makaronu. Świetny też do robienia włoskich sosów - ale to już moja inwencja , może by mnie zawodowcy zbesztali ;)

Obieraczka do warzyw - super rzecz, musi być porządna i ostra. Ja lubię taką z ostrzem równoległym do rączki, ale niektórzy polecają te z ostrzem prostopadłym - mi to jakoś nie leży w dłoni. Miałam ostatnio bardzo dobrą Tupperware, ale wrzuciłam z obierkami do kosza na śmieci... nie pierwszy raz i za karę używam tępej cholernicy. Wam ją jednak polecam ;) Tą Tupperware.

Miski - 3 różnej wielkości z tworzywa sztucznego lub metalowe z miarką, jedną wielką do mieszania sałat i innych kapust, zagniatania ciasta itp.

Mikser/malakser/blender - jak zwał tak zwał. Niezbędne końcówki - z nożem, do mieszania, do ubijania i do tarcia warzyw też jest fajna, choć te tarte ręcznie smakują nieziemsko  (to taka złośliwość przyrody, chyba).

Wielki gar - jak w przepisie na bogracz. Wielki gar z grubym dnem (nie przypala i trzyma temperaturę) jest bardzo praktyczny, bo wszystko się w nim mieści - po prostu. Gulasz, zupa, bigosik, ryba po grecku i golonka dla teścia. A jak zostanie zamroź w dużej zamrażarce - też przydatnym urządzeniu.

Tarka - porządna ostra tarka. Przy byle jakiej znienawidzisz warzywa, bo surówkę będziesz przygotowywać pół godziny, a pewnie jeszcze stracisz palce. Najważniejsza jest z dużymi okami i ostatnio używam też plasterkującej części (tej, z której korzystały babcie robiąc mizerię z rozciapcianych ogórków). Trze się też ser i skórkę z cytryny.

Jest jeszcze kilka rzeczy, o których przypomniał mi NIESTETY Jamie Oliver w swojej książce "Gotuj z Oliverem". Nie mam ich, ale to chwilowe niedopatrzenie ;) Są to:

Szczypce - świetne do chwytania rzeczy na patelni i w garze; nie polecam grubych z tworzywa, bo nie chcą "wejść" pod kotlet na patelni, najlepiej metalowe z silikonowymi końcówkami albo nawet drewniane od górala ;)

Wirówka do sałaty - taka plastikowa, wrzucasz, kręcisz i osuszasz sałatę;

Moździerz - do tworzenia mieszanek ziół i przypraw, bo świeże są najlepsze!

Mam jeszcze coś z jego poradnika, mianowicie kuchenkę gazową. Najprostszą, ale dobrej marki. Po prostu uważam, że nie da się ustawiać płyty elektrycznej tak precyzyjnie jak gazu.

Co do piekarnika już nie byłabym taka pewna (mam gazowy , bo chciałam robić pizze w megatemperaturze, na co elektryczny nie pozwala), czasami nie trzyma temperatury i zakalec gotowy, a ziemniaki niedopieczone - może to wina dostaw gazu,  ale to już osobny temat. Zamierzam w takim razie zainwestować w termometr do pieca.

A piec najlepiej dwukomorowy... A kuchenkę pięciopalnikową... Ech ;)

 

poniedziałek, 16 listopada 2009, jessicarabbit

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/12/15 21:00:07
Wirówkę przyniósł Mikołaj ;)
Dodatki na bloga